niedziela, 2 marca 2014

Rozdział V


Kolejny rozdział. Nie wiem jaki jest - wy go oceńcie. Jeżeli są jakieś niejasności zapytajcie, a postaram się na wszystko odpowiedzieć. Do zobaczenia. ~Catherine Hell. 

Co mam ci na to odpowiedzieć? "Nie martw się, na pewno żyje"? Żałosne. Nie przyszedłem tu, by podnosić cię na duchu. Nie rozumiem tylko dlaczego tak wielką wagę przywiązujesz do kwestii jego przeżycia czy śmierci. Koniec końców wszystkich twych towarzyszy i tak czeka unicestwienie. Po prostu  jednego z nich spotkało to nieco wcześniej niż innych. Założę się, że od samego początku świetnie zdawali sobie sprawę, że tak się stanie. A jeśli nie, to cóż… mogą za to winić tylko swoją naiwność i głupotę. Z takiej bandy półgłówków można się co najwyżej pośmiać, dlaczego więc tego nie potrafisz? Choć gdybym ja dowiedział się, że ktoś przybył tu mnie ratować, nie zdając sobie nawet sprawy z własnej słabości, czułbym raczej gniew niż rozbawienie.
~Ulquiorra.


Rozdział piąty. 

2 lata wcześniej – Malfoy Manor

-Hermiono, usiądź tutaj. – Voldemort wpatrywał się w nią swoimi czerwonymi oczami. – Dołącz do nas. Potrzebujemy inteligentnych ludzi.
-Nigdy. Do. Was. Nie. Dołączę. – cedziła słowa pod wpływem gniewu. Brązowe loki opadły i zasłoniły jej bladą, szczupłą twarzyczkę. Wężousty stał obok i z podziwem obserwował jej odwagę i lojalność.
-Dajcie jej różdżkę. – powiedział uśmiechając się kpiąco. – Niech się broni.
-Nie będzie takiej potrzeby. – odparła chwytając ją i wypowiadając zaklęcie. - …
Teraz.

-Ja.- usłyszała tylko jak zanosi się dziwnym śmiechem. Dziwnym, bo nieznanym. Nigdy nie słyszała, by ktoś się tak śmiał.
- Jeżeli chciałaś mnie przestraszyć to ci się udało. – parsknął. – Ale nadal ci nie wierze. – dziewczyna westchnęła i pokręciła głową. Tyle jeszcze musiał zrozumieć.
-Nigdy nie kochałeś Granger…
- Skończ już!
- Bo gdybyś ją kochał to już dawno byłabym martwa.
- Nie  byłabyś. – dziewczyna popatrzyła na niego ze zdziwieniem.
-Słucham?
- Widziałem jak powstają Inferiusy. – wyszeptał. – Zresztą umiem liczyć. Tamte zombiaki. – wskazał ręką. – Dwa razy w tym samym czasie wysłały ci Avadę. – widział jak dziewczyna przełyka ślinę. – Nie uniknęłabyś dwóch naraz. – uśmiechnął się. – Albo jesteś duchem albo jesteś martwa.
- Ani to, ani to. – tym razem to ona się zaśmiała.
- To co, do kurwy nędzy!? – chłopak zaczynał tracić nad sobą panowanie.
- To co ci teraz powiem na zawsze odmieni nasze relacje.  – zmierzyła go wzrokiem. Odpowiedział szybkim skinieniem głowy. – Życie to krótki okres od narodzin aż do śmierci. Nic specjalnie filozoficznego. Każdy z nas robi wtedy co chce. Teoretycznie możemy kontrolować swoje ruchy. Jednak od momentu, gdy ciało staje się martwe do chwili, gdy umiera dusza mijają dokładnie 163 godziny. – Zatrzymała się  na chwilę dając Draconowi czas na zrozumienie. - Jeżeli zapanujesz nad kimś po tych godzinach, powstanie Inferius. Jeżeli jednak ten okres nie upłynie istnieje 1% szansy na to, że przywrócisz kogoś do życia. – oczy Mafloya zapałały dziwnym blaskiem. – To bardzo stara i niebezpieczna magia. Czarna magia. – dodała dobitnie studząc jego zapędy. -  Na świecie musi być porządek, dlatego liczba zgonów i narodzin musi się zgadzać. Próbując zrobić inferiusa z żywego musisz mieć świadomość, że jeżeli go wskrzesisz Mojry przetną twoją nić.
-Żywego? Wydawało mi się, że gadamy o trupach..
- W świecie magicznym umierasz w chwili, gdy znika twoja dusza.
-Rozumiem, okej., Tylko jak to się ma do twojej…
- Właśnie do tego zmierzam. – westchnęła. – Kiedy ktoś niewinny odda za ciebie życie Mory wiążą na twojej nici supeł. To wyznacznik twojej śmierci. – chłopak skinął głową. – Przedłużają ją tak, by suma twojego życia i tej osoby się zgadzała. Żyjesz o jedno Zycie dłużej.
- Skomplikowane.
- To dopiero początek. – Draco jęknął, ale szybko wziął się w garść. – Jednak kiedy nadejdzie twój koniec znikasz. Tak po prostu.
- Jasne, czyli za ciebie oddał Zycie ktoś niewinny! – powiedział szczęśliwy, że zrozumiał.
-Ależ skąd! – zaśmiała się. – Kto byłby na tyle głupi? Myśl logicznie. – chłopak lekko się naburmuszył. – Wytłumaczenie mojej nieśmiertelności jest znacznie prostsze, ale o tym później. – położyła się na trawie i kontynuowała. – Voldemort to, pomijając wszystkie jego wady, całkiem inteligentny facet. Dobrze wie, że Mojry istnieją. Boi się ich i dlatego skrupulatnie pilnuje, by odczekano 163 godziny.
- Ej, a na takiego inferiusa można rzucić… hm… na przykład Imperio?
- No oczywiście.. – uśmiechnęła się. – że nie. To chyba oczywiste. – pokręciła głowa z dezaprobatą. – Ta armia jest doskonała. Nic na nią nie działa. A przynajmniej nic o czym powinieneś wiedzieć.
- Nienawidzę, kiedy tak mówisz.
- Trudno. – uśmiechnęła się. – Ja jestem całkiem inną bajką. Bo widzisz.. Voldzio stworzył 9 Specjalnych Inferiusów. Zaczarował ich dokładnie w połowie czasu umierania, wtedy prawdopodobieństwo udania się zabiegu jest najwyższe. – wytłumaczyła. – Wskrzesił je dając im fragment swojej duszy.
- Horkruksy?
- No właśnie nie. Bo nie dość, że ratując im życie scalił swoją duszę to jeszcze łaskawie podarował im jej części, aby mogli wieść rzekomo normalną egzystencję.
- To chyba dobrze..
- Właśnie, że nie!
- Ale przecież teraz można ich normalnie zabić!
- No nie można! – kłócili się jak małe dzieci.
-Dlaczego!?  Przecież ludzie to ludzie!
- To nie są ludzie! – westchnęła. – Draco, to nawet nie są zwierzęta.
- To jak ich zabić? Kim oni są?
- Nie wiem. – wyszeptała kręcąc głową. – Pojęcia nie mam jak się ich pozbyć, Irato.
- To musimy się dowiedzieć. Podasz mi ich nazwiska?
- Longbottom, Weasley, Potter, Bones, Chang, Gray, Ritz, Bulstroge. Nasza wielka drużyna. – zaśmiała się.
-Ej, a nie mówiłaś czasem, że ich jest dziewięciu? – zapytał podejrzliwie. Rime popatrzyła na niego zdziwiona.
- Musiałam się przejęzyczyć. Przepraszam.
- Nie ma sprawy, tylko zastanawiam się czy jest miejsce, gdzie moglibyśmy się czegoś dowiedzieć. – jęknął przecierając twarz dłonią. Jednooka przypatrzyła mu się uważnie. Nie był od niej starszy. Mieli mniej więcej tyle samo lat. Pamiętała jak byli na jednym roku w Hogwarcie.
- No właśnie, Hogwart! Co z nim?
- Nie istnieje. – usłyszała odpowiedź.
- Jak to nie istnieje? – zdziwiła się. – Tę szkołę mogło cokolwiek ruszyć?
- Nie cokolwiek, a sam Dumbledore. – zaśmiał się gorzko. – Ale nie każ mi o tym opowiadać. – zanim zdążyła coś powiedzieć dodał. – Nie ma siły na wracanie do tego wszystkiego, rozumiesz? – skinęła głową. – No to wracajmy, bo pewnie wszyscy się martwią.
- Nie wątpię. Szczególnie Ginny. – nie mogła powstrzymać się od tego komentarza.
- Zastawiam się czasami… - zaczął niepewnie. – Patrzę na ciebie i widzę, że przyglądasz się Rudej ze smutkiem w oczach. Tak jakby ona była kiedyś całym twoim światem. – mówił cicho patrząc na swoje nogi. – Wiem jak to brzmi, ale nie tylko ja to zauważyłem. Powiesz mi, kim…
- Nie. Nie każ mi o tym opowiadać. Nie mam siły na wracanie do tego wszystkiego, rozumiesz? – zapytała cytując jego samego. Tamtego wieczora nie odezwali się już więcej. Rime siedziała przed namiotem i przyglądała się gwiazdom. Niebo było dzisiaj niezwykle piękne. Z głębi lasu dobiegało ją wesołe pohukiwanie sów. Miała wrażenie, że znowu leży na błoniach. Zamknęła oczy i wyobraziła sobie ciepło przyjaciół, żar buchającego kominka w pokoju wspólnym. Tęskniła za światem, w którym się urodziła.
Podczas gdy Jednooka wpatrywała się w niebo Malfoy miał w głowie tylko jedną myśl.
- ‘ Nadal nie wiem, kim ona jest i dlaczego jest nieśmiertelna.’

wtorek, 18 lutego 2014

Uwaga!

Chwilowo mam 2- tygodniowy szlaban na komputer, więc bd opóźnienie z rozdziałem!
Przepraszam was bardzo! Jak wrócę to wszystko dodam, obiecuję. A teraz jeszcze raz was przepraszam. Do napisania. ~ Catherine.

środa, 29 stycznia 2014

Rozdział IV.

Hej. Kolejny rozdział dla was. Tez nie najdłuższy, ale trochę wnosi. Nawet trochę dużo. Miłego czytania. Do następnego :3 ~łapa

- Nie przeciągaj pożegnania, bo to męczące. Zdecydowałeś się odejść, to idź. 
~ Mały Książę. 


Rozdział IV

- Nie wierze. Kogo jak kogo, ale ciebie bym w życiu o to nie podejrzewała, Malfoy. – powiedziała kładąc rękę  na ramieniu chłopaka. Odwrócił się z rozszerzonymi oczyma.
-Kiedy tutaj..
- Oh, Vladimir. – powiedziała do jednego ze stojących tam osób, całkowicie ignorując Draco.  – Tatuś was wysłał? – zakpiła. Mężczyzna zmierzył ją pożądliwym wzrokiem.
- Mamy sprawę do twojego kolegi. – odpowiedział drugi przybyły.
- Niezwykle ważną, jak mniemam. – zaśmiała się. – Powiedzieliście mu już prawdę? – Malfoy zauważył, że obaj mężczyźni zacisnęli mocno pięści.
- Rime, nie mieszaj się do tego, bo będę zmuszony GO powiadomić. – warknął akcentując jedno słowo. Blondyn nie nadążał za tą dziwną wymianą zdań.
-Uuuuu, strasznie się boję. – zaśmiała się. – On to wszystko wie. – dodała, po czym odwróciła się do Draco. – Powiedzieli ci, jak traktują tam kobiety? – zapytała już poważnym tonem. Malfoy wstał i złamał niższego ze Śmierciożerców za szaty.
- Tknijcie ją, a nawet po śmierci będziecie pamiętać, jak się umiera. – ubrany na czarno mężczyzna złapał drugiego za rękę i zniknął teleportując ich. Draco usiadł zrezygnowany i zmęczony. Usłyszał jak coś się zbliża, ale nie miał nawet siły się bronić.  Czworo umarłych bestii stało tuż za jego plecami. Wiedział, że musi się podnieść, że musi ich zabić. Brzydził sie tego. Nie chciał zabijać. Nienawidził tego.
-Avada Kedavra. – usłyszał głos Rime. – odwrócił się i zobaczył jak dziewczyna walczy z napastnikami. Jeden z nich wyciągnął nóż i dźgnął ją prosto w ramię. Z gardła dziewczyny wyrwał się krzyk. Upadła na kolana mocno ściskając zranioną kończynę. Dwoje atakujących leżało nieruchomo na ziemi. Dziewczyna widząc jak potwory zbliżają się do niej podniosła się z klęczek. Cała blada wyciągnęła sztylet z cholewki swojego buta. Z dziwnym krzykiem rzuciła się na Inferiusy. Z gardła jednego trysnęła krew. Szybko. Uderzała na oślep. Raz, dwa, trzy. Krew. Krzyk, który rozdarł duszę Malfoya. Zobaczył jak dziewczyna bezwładnie wisi, a potwór wgryza się w jej szyję. Zobaczył to, co nie miało prawa mieć miejsca. Z rany Rime trysnęła krew. Resztką sił uniosła rękę i wbiła nóż prosto w plecy umarłego. Puściła ją i upadł na ziemię cały się trzęsąc. Blondyn dopiero teraz zauważył, że po martwych ciałach pozostał jedynie proch. Rime wciągnęła głęboko powietrze i zaśmiała się.
- Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. – wyszeptała i podniosła się z ziemi. – Jesteś cały? – zapytała Dracona.
- Jak ty.. – wydukał. – Przed chwilą umierałaś , teraz po twoich ranach nie ma nawet śladu. Jak?
- Nie wszystko mogę ci wyjaśnić, Irato. – odpowiedziała. – A teraz lepiej się wytłumacz. Po co ci te układy ze Śmierciożercami?- przez chwilę w ogóle się nie odzywał. Jednak kiedy usłyszała jego głos był on pewny siebie.
- Ona żyje. – powiedział podnosząc na nią pełne obłędu oczy. – Granger żyje i zabiją ją, jeśli im nie pomogę. – parsknęła. Popatrzył na nią wściekle.
- Co ty pieprzysz, Malfoy?
- Zyje, rozumiesz? – uśmiechnął się, ale pierwszy raz tak szczerze. Ten uśmiech go odmłodził. Zobaczyła tego starego Draco, tego radosnego i pełnego radości. – Pomagam im, ale w zamian dostaję jej życie, To dobre rozwiązanie.
- To żałosne.. – Rime zaśmiała się histerycznie.
- Nie każe ci zrozu…
- Powiedzieli ci, że Granger u nich jest?- powiedziała ignorując to, ze zaczął mówić.  – Oh, co za idioci. I liczyli, ze to się nie wyda. – gadała sama do siebie. – To dlatego się przestraszyli jak mnie zobaczyli. Bali się, że wygadam! – popatrzyła na blondyna. – Draco, Granger u nich nie ma!
- Nie..
- Nie ma, rozumiesz!- westchnęła. – Jak ty mnie skrajnie irytujesz. – zamilkła i zaczęła iść w stronę namiotów. Chłopak szedł za nią zamyślony.
- Jeżeli wrócimy do obozu w takim stanie to będą na nas dziwnie patrzyć. – powiedział cicho.
-Wiem.
-Nie przeszkadza ci to?
-nie.
Chwila ciszy.
- Powiesz mi kiedyś dlaczego walczysz o Granger?
-Czemu cię to interesuje?
-Nie wiem.
Chwila ciszy.
- Nie wiem…
-Czego?
-Dlaczego ja ci ufam, Malfoy?
- Nie wiem.
- Oboje nie wiemy,
Chwila ciszy.
- Przestraszyłem się.
- Wiem.
- Pierwszy raz.
- To miłe.
- Nie chciałem, żebyś umarła.
- Chciałam żyć.
- Cieszy mnie to.
- Mnie też.
Chwila ciszy.
-Dlaczego tak ze mną rozmawiasz, Rime.
- Bo nie wiem.
-Czego?
- Co ty czujesz do tej szlamy?
Chwila ciszy.
- Chcę aby była bezpieczna, ale..
- Ale?
- Ale tak samo czuję siew  stosunku do ciebie.
- Rozumiem.
-Wątpię. – dokończył smutno. Resztę drogi przebyli w ciszy.
- Ona nie żyje.
- Co? – zapytał zdziwiony jej nagłymi słowami.
- Granger. Jest martwa. – dodała ze smutkiem. Oczy chłopak rozszerzyły się. Gwałtownie zatrzymał się i popatrzył na Rime.
- Nie wierzę ci! – powiedział z mocą.
- Nie musisz. – coś w jej oczach mówiło, że nie kłamie.
- Kto ją zabił? – wyszeptał nadal nie rozumiejąc jej słów. Zaśmiała się. Głośno i wyraźnie.
- Ja.

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział III.


Rozdział trzeci.
Krótszy niż ostatnio, ogólnie dużo gorszy. Tak wdg mnie. Raczej dużo do fabuły nie wnosi no i znowu kończę w dość niejasnym momencie. Życzę miłego czytania i mam nadzieję, że go skomentujecie. Pozdrawiam - Catherine Snape

______________________________________________________________________________________




Wpatruje się w ciebie jak pierdolony bachor w swojego pedofila. 
Ze strachem, ale z lekką nutą ciekawości. 
~autorka jednego z blogów.
Chłopak popatrzył na nią z twarzą wyrażająca obojętność.
- Teraz już poznałem . Jesteś Obitem.
Milczała.
- Czego tutaj szukasz?
Milczała.
-Powiesz mi chociaż na czym polega zaklęcie strzegące twej duszy? – przez chwilę się zastanawiała, ale w końcu odezwała się.
- Mojej duszy? – zaśmiała się. – Ja nie mam duszy. – oczy chłopaka lekko się rozszerzyły. – Jestem trupem, który panuje nad swoim ciałem, tyle. Ot, cała filozofia.
-TYLE? To jest dla ciebie takie proste?!
- No, a nie? Po co komplikować. – westchnęła. – To co mam na oku to znak boga Hadesa. Król zmarłych miał swoja armię, która miała poprowadzić go do zwycięstwa. Strzegła ziem Tartaru przed teoretycznym niebezpieczeństwem. Voldemort zawsze wierzył w te bajeczki. Pamiętam, że jak pierwszy raz byłam w Hogwarcie Krwawy Baron opowiadał mi o czasach, w których Tom był zwykłym chłopcem. Pasjonowały go legendy, podania. Stworzył armię inferiusów. Rzesze trupów podległych jego woli. Zdanych na jego łaskę. Bez uczuć, bez serca, bez duszy. – dodała ciszej. – Zdarzają się wyjątki. – pokazała na siebie. – Ale nie mam ochoty ci tego teraz tłumaczyć. Może później. – skończyła i wstała.
- Poczekaj. Kiedy czy nie powinnaś być pozszywana tak jak inni. – zatrzymała się. Odwróciła w jego stronę i powolnym ruchem zaczęła rozpinać guziki swojej szaty. Chłopak zaczerwienił się po koniuszki uszu. – Skończ, ja nie chciałem, żebyś…
- Zamknij się i patrz.- sukienka osłaniająca jej ciało opadła na ziemie. Ciało Rime mogło wydawać się idealne. Lekko zaokrąglone biodra, duży biust, płaski brzuch. Jeden tylko szczegół. Gdy odwróciła się ujrzał wypalony znak. Widać było zagojoną już skórę czerwoną od zadanych kiedyś ran.
-Co to..? – uśmiechnęła się.
-Podpis. To takie coś bym pamiętała, czyją jestem własnością. Śmierciożerca do którego należę ma taki sam na nadgarstku. A raczej powinien mieć. – mruknęła skoncentrowana . – Ale on jeszcze nie wie, że jestem jego, więc logiczne, że owego znaku nie ma. – zaśmiała się. – Tylko człowiek z takim znakiem jak mój będzie w stanie zobaczyć jak wyglądam. Jeszcze jakieś pytania? – pokręcił głową. – To idziemy na ten patrol?
- A mamy wybór? –zapytał z przekornymi ognikami w oczach. Chris już na nich czekał. W rekach trzymał ciepłe nakrycia i termos z kawą. ‘Opiekun się znalazł. ‘ – pomyślała, ale przyjęła to z podziękowaniem. Czuła, że wszyscy się na nią gapią. Nic dziwnego. Nie miała już kaptura, nie miała długich spodni zasłaniających jej nogi. Pokręciła głową irytacją. Wiedziała jak wygląda, ale nachalny wzrok facetów zawsze ją denerwował.
- Idziemy już? – zapytała z nadzieją. Draco skinął głową, ale nie skończył rozmowy ze znajomym. – Malfoy. – mruknęła rozzłoszczona. W końcu nie wytrzymała wtrąciła się.
-Sorry Zabini, ale przez kilka godzin będziesz musiał wytrzymać bez swojego ukochanego Smoczka. – chłopak popatrzył na nią zdziwiony. Chwyciła Dracona za rękaw i wyciągnęła z namiotu.
- Co ci jest ?- zapytał po kilku minutach milczenia.
-Kiedy o coś proszę to zawsze to dostaję. Rzadko proszę. – powiedziała całkowicie opanowana.
- No to chyba musze cię poinformować, że ja nigdy nie robię tego, co ktoś ode mnie oczekuję. – zaśmiała się. Spojrzał na nią zdziwiony.
- To dobrze, bo ja nigdy nie oczekuję, że ktoś zrobi to, co chcę aby zrobił. – dodała z uśmiechem.
- Jesteś nieprzewidywalna. Nigdy nie spotkałem kogoś takiego.
- Nie prawda. Nie masz nawet pojęcia ile razy już mnie widziałeś. – Chłopak zatrzymał sie i popatrzył na nią z zaciekawieniem.
- No proszę. Ciekawie gdzie.
- W szkole na przykład. Na pokątnej. Dosyć często cię widywałam. Rzucasz się w oczy.
-Czym?
- Ubiorem. Zachowaniem. Sposobem bycia.
- Dobrze wiedzieć. A teraz cisza. Jesteśmy na miejscu. – powiedział i zaczął rozkładać namiot. Byli na dość dużej polanie, w której centrum rósł ogromny dąb. Rime od razu do niego podbiegła i wdrapała się na górę.
- Złaś stamtąd! – usłyszała głos Malfoya, ale całkowicie go zignorowała. Siedziała na najwyższej gałęzi i oglądała zachodzące słońce. Kochała ten widok. Jeszcze w Hogwarcie razem z przyjaciółmi często wychodzili by zobaczyć kończący się dzień. Teraz była sama, nie miała przyjaciół, nie miała rodziny. Była martwa. Czerwono pomarańczowa kula znajdowała się teraz naprzeciw niej. Kilka mew przeleciało ponad linią horyzontu. Słyszała jak fale morskie uderzają o brzeg. ‘ Pewnie jakiś kilometr stąd jest plaża.’ – pomyślała. Jak była mała rodzice często zabierali ją nad morze. Tam zachody słońca były niewyobrażalnie piękne.
– Kochanie, dlaczego płaczesz? – zapytała ją mama.
- Bo ja nie chcę stąd wyjeżdżać. – wychełkała. – To tutaj wszystko się zaczęło, mamusiu. Wszystko się zaczęło. – odpowiedziała.’ – przypomniała sobie, jak będąc szcześciolatką bardzo nie chciała wracać do domu. Rodzice byli szczęśliwym małżeństwem, rzadko zdarzało im się kłócić, jak już to robili to tak, aby nie słyszała. Nie było idealnie, ale źle też nie. Lubiła swoją rodzinę. Z zamyślenia wyrwał ją podsusz wiatru. Słońce już dawno zniknęło. Zeszła na ziemię i z niepokojem zauważyła, że palenisko obok namiotu wygasa, a Dracona nie ma. Podeszła bliżej i okazało się,  że w środku tez jest pusto. Szybkim krokiem skierowała się w stronę lasu. Gdzieś w oddali usłyszała męski głos. Najciszej jak potrafiła, a uwierzcie, że potrafiła poruszać się bez najmniejszego szelestu, podeszła do rozmawiających mężczyzn i uśmiechnęła się wrednie.
- Nie wierze. Kogo jak kogo, ale ciebie bym w życiu o to nie podejrzewała, Malfoy. – powiedziała kładąc rękę  na ramieniu chłopaka.

wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział II


- Przedstawiam wam nową nauczycielkę, która teraz będzie prowadziła z wami treningi z zaklęć. – uśmiechnął się i wskazał ręką na swoją towarzyszkę. – To jest Rime.
- Cześć Rime. – odezwało się kilka głosów, większość niechętna. Dziewczyna sztywno skinęła im głową i nie czekając  na ciąg dalszy zaczęła rzucać na nich jakieś zaklęcia.
-Oni są na poziomie przedszkola. – westchnęła do Malfoya całkowicie ignorując resztę. -  Długa droga przed nimi jeśli mam ich czegoś nauczyć, Irato. – powiedziała. Czarodzieje patrzyli na nią z zaciekawieniem. Draco skinął głową i wyszedł z pomieszczenia.  Dziewczyna zaczęła rzucać jakieś dziwne zaklęcia. Zapach magii wypełnił każdy fragment pomieszczenia. Ginny i reszta zgromadzonych patrzyli na nią z przestrachem.
-Dlaczego to  TY masz nas uczyć? – zapytała rudowłosa niezadowolona z relacji, jakie zauważyła pomiędzy Rime a Draco. Dziewczyna zaśmiała się kpiąco i wycelowała różdżką w Ginny. ‘Accio’ – wypowiedziała w myślach i młoda dziewczyna stała teraz na środku pomieszczenia. Zakapturzona dziewczyna uśmiechnęła się (a raczej takie mieli wrażenie) i ukłoniła przed Weasleyówną. Zdenerwowana dziewczyna była cała czerwona. Od razu rzuciła zaklęcie, którego nawet nie powinna znać.
- Caedem animae. – mruknęła, ale Rime bardzo dobrze usłyszała treść. Doskoczyła do dziewczyny i unikając zaklęcia z całej siły uderzyła ją w twarz.
-Wynoś się. – zaczęła cicho, ale tonem, od którego wszyscy obecni mieli ciarki na plecach. – Wynoś się stąd i nie pokazuj mi więcej na oczy bezmózga idiotko. – dodała i jednym ruchem różdżki wysłała dziewczynę za drzwi.
- Dlaczego ją wyrzuciłaś? – zapytała Luna nie do końca rozumiejąc sytuację.
- Zaklęcie caedem animae  powoduje pozbawienie kogoś duszy. Nie ma na nie tarczy. – potarła czoło i lekko westchnęła. – To tak jakby pocałował cię de mentor. – Kilka osób jęknęło.  – Gdyby ktoś z was dostał tym zaklęciem to na zawsze zostałby rośliną. – Odwróciła się i  dodała pewnym tonem. – To zaklęcie jest zakazane, podobnie jak Avada, Crucio i tym podobne, zrozumiano?!
-TAK! – odpowiedzieli chórem nadal wystraszeni sytuacją.
- To teraz pokażę wam jak będą wyglądać moje lekcje. – uśmiechnęła się i zaczęła mówić jakieś nieznane zaklęcia. Obecni poczuli jak odbiera im mowę. Rime usiadła na ziemi i ręką nakazała by zrobili to samo. Posłuchali. Nagle w ich myślach odezwał się głos.
- Mówienie zaklęć werbalnie będzie was rozpraszało, a chce was nauczyć wszystkiego co sama potrafię, ale nie wiem czy wy tego chcecie. – większość niepewnie się uśmiechnęła co uznała za potwierdzenie. – Cieszę się. Będę się z wami tak porozumiewać. Myślę, że wam to nie przeszkadza. – szersze uśmiechy. – Każde złamanie regulaminu, który tu ustalimy będzie kończyło się tak, jak to dzisiaj zostało zademonstrowane. – skinęli głowami. – No to zaczynamy.
Po dziewięćdziesięciu minutach przeznaczonych na naukę nikt nie wyszedł z Sali. Draco otworzył drzwi i wraz z resztą „nauczycieli” patrzył zdumiony na tę nietypową lekcję.
- No, to ciekawe. – uśmiechnął się Blaise. – Czegoś takiego jeszcze nie było.
-Głupia suka. – warknęła Ginny, która nagle pojawiła się koło nich.
- A ty nie powinnaś tam siedzieć? – zapytał zdziwiony Draco.
- Wyrzuciła mnie po 5 minutach. Chyba mnie nie lubi. – uśmiechnęła się smutno. Malfoy przyglądnął jej się poważnie i pokręcił głową – Rime mu wytłumaczy. Nagle wszyscy poczuli się tak, jakby wielka bańka mydlana pękła i usłyszeli głos Rime.
- Dzięki, za dzisiaj. Do zobaczenia jutro. – uśmiechnęła się i pomachała im.
-Do jutra.
- Noo, to było coś.
- Ej, bo ja mam pytanie. – odezwało się kilka głosów na raz.  Luna podeszła do dziewczyny i zaczęła o coś nieśmiało pytać. Rime wysłuchała jej i odpowiedziała lekko gestykulując rękoma. Twarz blondynki rozjaśnił uśmiech, podziękowała nauczycielce i w zadowolona dołączyła do znajomych wesoło coś im oznajmiając. Wszyscy odwrócili się i zaczęli jej machać.
- Nie chce cię więcej widzieć na moich  zajęciach. – powiedziała Rime wychodzą z klasy do Ginny, która stała teraz za Malfoyem.
- Ale ja nic..- chciała się bronić.
- Nie jesteś głupią idiotką Ginn, opóźniona też nie jesteś. Wiem, że znałaś skutki tego zaklęcia bardzo dobrze. – głos nowej był coraz mocniejszy. – Gdyby ktoś nim dostał to osobiście bym ci za to ładnie podziękowała. – uśmiechnęła się wrogo i skinęła na Draco. Z oczu przerażonej dziewczyny popłynęły łzy.
- Ona jest jakaś nienormalna. – załkała w pierś Blaisa. Chłopak patrzył na nią badawczo. Pansy pokręciła głową dając mu do zrozumienia, że to trzeba wyjaśnić.
   -Dlaczego ją wyrzuciłaś? – głos Malfoya była zimny. – Wszelkie antypatie mamy zostawiać..
- Rzuciła na mnie caedem animae. – powiedziała wesoło Rime powodując na twarzy chłopaka szok. – W dodatku różdżka troszkę jej się omsknęła i mało brakowało a dostałabym i ja i Luna. Nie, nic nie mów. – dodała, gdy otwierał usta. – Nie mam ochoty już gadać na ten temat. – chłopak skinął głowa rozmyślając nad karą dla rudowłosej.
- Szanują cię. – odezwał się nagle. – Dziewczyna popatrzyła na niego zdziwiona. – No, oni. – pokazał głową na ludzi siedzących przy stołach na jadalni. Dziewczyna uśmiechnęła się  i zaczęła poprawiać swój kaptur.
- Idziesz ze mną na misję? – zapytał nagle. Rime zastygła w bezruchu czekając na ciąg dalszy. – No na taką wyp..
- Wiem co to jest misja! – warknęła gniewnie.
- To w czym problem?
- Zdziwiło mnie twoje pytanie, bo myślałam, że masz już jaką parę. -  wymamrotała i Draco dałby sobie rękę uciąć, że jej twarz schowana za kapturem była czerwona.
-Nie mam. Zawsze działam sam. Mieszkam sam, jem sam, zabijam sam. – powiedział cicho. Rime przyglądała mu się badawczo.
- Więc dlaczego chcesz to zmienić?
- Bo bycie na dłuższa metę samym jest chorobliwie śmiertelne. – odpowiedział cicho przyglądając się swoim butom. Dziewczyna wstała i zaczęła iść w kierunku jadalni.
- Chodź, nie mam zamiaru umrzeć przez ciebie na swojej pierwszej misji. – westchnęła. Draco pokręcił głową, ale poszedł za jej przykładem.
 Pojawili się na kolacji jako jedni z ostatnich. Malfoy wziął ich przydział żywieniowy i usiadł przy pustym stoliku w rogu sali.
- Naprzeciwko nas siedzi Blaise i Pansy. – zaczął cicho. – Są ze sobą, ale wszystkim wciskają, że się nie cierpią. – zaśmiał się.- Uczą fechtunku. Tam dalej to siostry Patil : Padma i Parvati. Unikam ich jak ogień wody. – miał przy tym taką minę, że Rime parsknęła śmiechem. – No co? Nawet nie wiesz, jakie to może być męczące. – oburzył się.  – Posiłki wydaje Nott, stary zrzęda. Totaalna maruda. – jęknął. – uczniów jest 23. Znasz ich już. Slytherin, Ravenclaw, Huffelpuff i jedna Gryfonka. – Rime uśmiechnęła się kpiąco, co nie umknęło uwadze Draco.
- Nie skreślaj jej od razu.
- Nie o Weasley chodzi. – powiedziała. – Byłam kiedyś z Gryfindorze. – wyjaśniła cicho.
- Kto by pomyślał, że to ten dom będzie kiedyś rządził światem. – oboje uśmiechnęli się kpiąco. Nagle Malfoy wstał i powiedział.
- Chodź, zapiszemy się na misję. – Dziewczyna skinęła głową i poszła za chłopakiem.
- Cześć Chris. – zaczął Draco.
-Witam Smoku. Jak życie?
- Pytasz a wiesz. Chciałbym coś na wieczór…
- Hahahaha. – zaśmiał się. – Ty i te twoje randki. – mruknął i puścił mu oko. Malfoy parsknął kpiąco, ale usłyszeć mogła to tylko Rime.
- Została ta najtrudniejsza. Stary wiem, że jesteś silny i w ogóle, ale…
- Zapisz mnie i Rime. – przerwał mu arystokrata.
- Rime? To ta nowa? – zapytał przyglądając się zakapturzonej dziewczynie.
- tak, od dzisiaj zawsze będziemy razem chodzić na misję. – powiedział i odszedł zanim Chris zdążył się odezwał. Weszli razem to ciemnego pokoju. Draco położył się wygodnie na łóżku i zaczął opowiadać.
- 2 lata temu Dumbledore ogłosił, że Potter, Granger i Weasley nie żyją. Potem zniknął. Snape przyszedł i powiedział nam, że władzę w magicznym świecie przejął Voldemort. – mówił powoli, z bóle. – Na początku wszyscy staraliśmy się jakoś z tym pogodzić. Dawaliśmy radę. Ale potem.. – przerwał i wziął głęboki wdech. – Potem zaczęli znikać znajomi. Rodzina. Żadne miejsce nie dawało bezpieczeństwa. Niektórzy ratowali się przyłączając do Śmierciożerców. I wtedy powstał pomysł walki. Uciekliśmy. I tak od kilkunastu miesięcy. Walczymy.
- Nie żałujesz?
- nie mam sił żałować. Wole umrzeć walcząc niż czekać, aż po mnie przyjdą.
A jednak masz wyryty mroczny znak. – uśmiechnęła się. – Ja też jestem naznaczona.  – powiedział i ściągnęła kaptur. Oczom chłopaka ukazała się ładna twarz, która ozdabiały brązowe włosy opadające falami na ramiona. Jednak to jej oczy przeraziły Malfoya. Jedno zasłonięte opaską, a drugie całe czarne z białą gwiazdą zamiast źrenicy. Całość otoczona była czarnymi wijącymi się znakami, które zaczynały się nad brwią, a kończyły pod okiem.
- Co to kurwa jest?!
- Znak piekieł. 



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział dość długi jak na mnie, tak myślę.  To tak z okazji świąt i wgl. Wesołych itd. ~łapa.

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział I.


-Szybciej Weasley, szybciej! – Draco z niechęcią przyglądał się rudowłosej dziewczynie odbijającej jego ataki. – Z takim tempem nie przeżyjesz tam nawet minuty, rozumiesz? – westchnął i potarł czoło. – Dobra, przerwa. – podszedł do biurka i wyciągnął eliksir przeciwbólowy. Ostatnio skutki uboczne klątw coraz bardziej przypominały mu o poprzednich bitwach.
- Zanim cokolwiek powiesz ostrzegam, że nie mam nastroju. – mruknął groźnie. Zrezygnowany Blaise usiadł koło przyjaciela i przyglądnął mu się uważnie.
- Zacznij o siebie dbać. Popatrz jak ty wyglądasz. – obdarzył krytycznym spojrzeniem jego ubiór.
- Stary, ja nie wiem, czy dożyjemy jutra, a ty każesz mi się przejmować czymś tak bezsensownym jak wygląd. – Malfoy warknął wściekle, po czym chwycił swoją różdżkę i wstał.
-Weasley jeszcze raz, ale tym razem chcę widzieć, że czegoś cię nauczyłem. – ciemnowłosy chłopak uważnie przyglądał się blondynowi.’ Ta wojna odjęłam mu dobre 10 lat życia. – pomyślał. – Szkoli tych debili, mówi, że mu nie zależy, a potem upija się jak świnia, gdy któreś padnie. – westchnął. – Za bardzo mu na tych bachorach zależy, cholera. – splunął. – Przecież moglibyśmy stąd zwiać. – pokręcił głową. Draco stał teraz koło Ginny i nerwowo jej coś tłumaczył.
- … to pamiętaj, że mamy nad nimi przewagę. To roboty stworzone do zabijania. My myślimy, czujemy. Kombinujemy. Co prawda to drugie jest naszym przekleństwem, bo kiedy stanie naprzeciwko ciebie twój brat będziesz się wahać, ale pamiętaj. – powiedział stanowczo. – on się nie zlituje. Zamorduje nas. Możesz myśleć jak uciec, on nie może. Rozumiesz? To idź już. Mam cię dość. – jęknął a dziewczyna popatrzyła na niego ze smutkiem. Wiedział, że jej zależy, ale on, cholera, nie chciał się w cokolwiek angażować.
- Smoku! - z zamyśleń wyrwał go głos Pansy. ‘ Kolejna.’ – jęknął w myślach.
-Znowu był atak. – powiedziała z roziskrzonymi oczami. Denerwowało go to. Zawsze mówiła o śmierci innych z takim podnieceniem. – Zniszczyli caaaałą wioskę. Wszyscy mugole martwi. – uśmiechnęła się wrednie, ale pod spojrzeniem chłopaka jej uśmiech zmalał.  – Jedyna ocalała czarownica jest tutaj. – jej uśmiech znikł całkowicie. – powiedziała, że będzie rozmawiać tylko z tobą. Jest cholernie silna. Sama pokonała wszystkich Śmierciożerców, którzy tam byli. – chłopak pokiwał głową i miał zamiar ruszyć, kiedy usłyszał. – Uważaj na siebie. – przymknął oczy starając się opanować. Był  dla tych dziewuch zdecydowanie zbyt miły. Ta cała troska zaczynała go męczyć. – Pięknie. – mruknął pod nosem. – Pewnie jest sama, zagubiona i potrzebuje czyjejś opieki. – westchnął. – Trzeba będzie z nią gadać i być miłym. Kurwa. – uderzył pięścią w ścianę.  Pokręcił głową i udał się do punktu medycznego. Od razu ją zauważył. Siedziała w kącie cała ubrana na czarno, jedynie peleryna była zgniłozielona. Jej twarz przykrywał duży kaptur.  ‘ Jak elf.’ – zaśmiał się cicho. Skinął głową do pracujących lekarzy i lekko pomachał chorym. ‘ I tak kiedyś wszyscy umrą’ – pomyślał i spuścił wzrok. Nie umiał tak po prostu patrzeć na ich wesołe twarze.
  Nowa przyglądała mu się z uśmiechem. Nie spodziewała się, że jeszcze kiedyś ujrzy jakąś znajomą twarz. Miał lekki, ciemny zarost, który pokrywał jego bladą twarz. Był strasznie zaniedbany. Jego ciało na pozór wychudzone, odziane było w obdarte, stare ubrania, które skrywały umięśnioną sylwetkę. Rozglądał się wokoło nieufnie, nerwowo. W każdym widział zagrożenie.
- Cześć, jestem Draco, ale przyjaciele mówią na mnie Smok. – przedstawił się wesoło. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi dodał. – Nie wstydź się. Jak się nazywasz?
- Imiona już nic nie znaczą. Przeszłość jest martwa. – popatrzył na nią badawczym wzrokiem, jakby ją oceniając.
- Jakoś muszę cię nazywać.
- Rime.
-Rime?
- Yhym. Tak do mnie mów. – uśmiechnęła się. – Szron. Kruchy i zimny. Przy bliższym spotkaniu bolesny. Nietrwały.- śmiało podniosła dłoń i podciągnęła rękaw od koszuli Malfoya. Nie wyrwał jej. Do ostatnich chwil nie wiedział dlaczego.  – Naznaczyli cię. – szepnęła. Czarna czaszka wyraźnie odznaczała się na bladej skórze. – Nie martw się. Nikomu nie powiem, że się boisz. Ukrywasz to, wstydzisz się. Brzydzisz się siebie. – zaśmiała się w głos.
-Czego ty w ogóle chcesz?
-Zostać tutaj.
-Nie znam cię. Nie widzę nawet twojej twarzy. – Draco nerwowo pokręcił głową.
- Nazywam się Rime, Irato. *- Malfoy patrzył na nią i nieśmiały uśmiech wykrzywił mu usta. – Jestem tutaj. – powiedziała szeptem. Oczy chłopaka rozszerzyły się.
-Ufasz mi? – zapytał. Zmierzyła go wzrokiem i prawie niedostrzegalnie skinęła głową.
- A więc zapraszam na salony. – uśmiechnął się.
- Nie zaczyna się zdania od a więc. – poprawiła go cicho. Chłopak pokręcił głową i wyciągnął do niej rękę. Zignorowała ją i stanęła koło niego. Była o głowę niższa.
- Tylko w moim pokoju jest wolne łóżko, chyba, że wolisz spać na pryczy z innymi nowicjuszami.  – Rime poszła za nim w ciszy i gdy byli już przed drzwiami zapytała.
-Dlaczego mi na to pozwalasz?
- Bo ja też ci zaufałem.


* irato - łac. gniewny
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam w nowym opowiadaniu. Cieszę się, że znowu mogę coś dla was publikować. Chciałabym, żebyście zostawiali po sobie jakieś komentarze. Fajnie jest wiedzieć, że ktoś to czyta...
Jeśli chcecie być powiadamiani, to zapraszam do rubryki Sowiarnia :) Pozdrawiam ~łapa